BLOG

Automatyczne tłumaczenia treści – czy warto z nich korzystać?

e-multicontent

e-multicontent

październik 2022
Automatyczne tłumaczenia treści – czy warto z nich korzystać?

Ekspansja na rynki zagraniczne to naturalny etap w rozwoju wielu firm i sprawdzona metoda na pozyskanie nowych odbiorców dla swoich produktów. Kiedy więc marka decyduje się na ten krok to jedną z pierwszych decyzji zwykle jest uruchomienie obcojęzycznych wersji strony www lub sklepu internetowego. Czy w takiej sytuacji skorzystanie z automatycznego translatora jest dobrym pomysłem? A może niesie ze sobą więcej szkody niż pożytku?

Tłumaczenia stron przez translatory – wady i zalety

Rozszerzenie działalności o nowe rynki zbytu to proces, który wymaga doskonałego przygotowania i koordynacji pracy wielu ludzi z różnych działów przedsiębiorstwa. Zaangażowany jest w to nie tylko zarząd, ale także dział sprzedaży, logistyki czy marketingu. Nic więc dziwnego, że wiele firm próbuje wówczas zoptymalizować działania i w niektórych zadaniach skorzystać z narzędzi, które przynajmniej część pracy wykonają automatycznie. Tłumaczenie treści na stronę internetową zalicza się właśnie do tych zadań.

W momencie uruchomienia sprzedaży towarów i usług na rynkach zagranicznych, wielu przedsiębiorców decyduje się na skorzystanie z translatorów, dzięki którym błyskawicznie otrzymują treści w dowolnym języku. Taka metoda jest szybka, tania i nie wymagająca zaangażowania dużego zespołu, dlatego wydaje się bardzo kusząca. Czy jednak efekt końcowy jest zadowalający? Niekoniecznie, bo automatyczne tłumaczenia nie są mile widziane ani przez klientów, ani przez wyszukiwarki. Największe zarzuty wobec translatorów to:

  • nienaturalne, sztucznie brzmiące zdania (słownikowe określenia zamiast prawdziwego, „żywego” języka),
  • ryzyko wystąpienia błędów stylistycznych i semantycznych (zbyt dosłowne tłumaczenie treści, bez możliwości wyłapania niuansów i kontekstu)
  • tłumaczenie poszczególnych słów zamiast zdań, co czyni tekst niezrozumiałym dla odbiorców.

Oczywiście powyższe problemy i wszelkie potencjalne wpadki językowe można wyeliminować poprzez późniejszą korektę treści, jednak takie działanie wymaga czasu i pracy osoby, znającej docelowy język. To z kolei wydłuża proces zamieszczanie treści na stronie i zwiększa koszt całego projektu, zatem niweluje dwie najważniejsze zalety translatorów: szybkość i taniość. O ile więc w przypadku prostych stron typu one page można sobie pozwolić na taki ruch, o tyle przy mocno rozbudowanej witrynie czy sklepie internetowym z dużą bazą produktów, korzystanie z translatorów nie jest wcale drogą na skróty, ale ścieżką prowadzącą na manowce.

Automatyczne tłumaczenia treści a SEO

Doświadczenie wielu firm, które zdecydowały się na wyjście ze swoją ofertą poza granice naszego kraju pokazuje, że lokalni odbiorcy bardzo doceniają fakt, że strona czy sklep funkcjonuje w ich języku. I to nawet w sytuacji, gdy biegle posługują się językiem angielskim czy niemieckim, na które najczęściej tłumaczone są witryny polskich firm. Jeśli do tego treść nie ma błędów, napisana jest językiem korzyści i z uwzględnieniem lokalnych uwarunkowań to marka jeszcze bardziej zyskuje w oczach potencjalnych odbiorców we Francji, Czechach, Rumunii, Szwecji czy w każdym innym kraju. Co istotne, dobrze przetłumaczone treści punktowane są także przez największe wyszukiwarki internetowe, a to przekłada się na widoczność strony lub sklepu w sieci. Słabej jakości treści i pełne błędów tłumaczenia są z kolei gorzej postrzegane przez tego typu serwisy, więc ich dobre pozycjonowanie jest znacznie utrudnione. Skąd to wiadomo?

Google mówi „NIE” automatycznym tłumaczeniom

W październiku 2019 olbrzymią wagę, jaką gigant z Mountain View przykłada do wartościowego contentu podkreślił na Twitterze John Mueller, Senior Webmaster Trends Analyst w Google. W swoim wpisie zasygnalizował, że treści o słabej jakości, tłumaczone automatycznie, dalej są kiepskiej jakości contentem i będą obniżać pozycję strony w wyszukiwarkach. Mueller nie zawahał się nawet nazwania słabo przetłumaczonych treści „bełkotem”, za który Google może karać firmy ręcznie nałożonym filtrem.


“Takie same wnioski płyną z analizy traktującego o SEO poradnika Google.  W dokumencie tym zostało jasno nakreślone, że treść, która jest niezrozumiała dla odbiorcy, ale zawiera słowa kluczowe, będzie przez Google traktowana jako manipulacja pozycją w wynikach wyszukiwarki i będzie skutkować nałożeniem kary. Zasada ta dotyczy także tekstów wygenerowanych automatycznie, z pominięciem „ludzkiego” spojrzenia i jakiejkolwiek ingerencji żywego człowieka. Czy zatem warto oszczędzać pieniądze na dobrej jakości tłumaczeniu, a potem mierzyć się z karami od Google i wydawać krocie na płatne kampanie reklamowe, zamiast pozyskiwać ruch w sposób organiczny? Każda z firm powinna samodzielnie odpowiedzieć sobie na to pytanie, ale większość z nich z pewnością nie chciałaby podejmować takiego ryzyka”- tłumaczy Agnieszka Filip, CEO/Founder  z e-multicontent.

Żywy człowiek kontra translator

Korzystanie z automatycznych translatorów to bez wątpienia bardzo wygodna, szybka i tania metoda na pozyskanie obcojęzycznych treści do swojego e-sklepu czy na stronę internetową. Niestety takie działanie często przynosi więcej szkody niż pożytku, dlatego firmy, które poważnie podchodzą do ekspansji na rynki zagraniczne nie powinny z takich narzędzi na dłuższą metę korzystać. Lepszą opcją jest zlecenie pracy doświadczonym tłumaczom, którzy biegle posługują się językiem docelowym, a najbardziej optymalną – powierzenie ich native speakerom-copywriterom, którzy dodatkowo znają realia tamtejszego rynku, ale mają też kompetencje z tworzenia treści, marketingu i SEO. 

Aby zoptymalizować wydatki na początku można zamówić mniejszy pakiet tekstów, skupiając się na przykład na bestsellerach, z czasem poszerzając witrynę o nowy content w wybranym języku. Takie działanie pozwoli na utrzymanie jakości strony na wysokim poziomie od samego początku jej istnienia w danej wersji językowej. Do tego zagwarantuje jej tzw. fresh content, bardzo ceniony przez Google i pozytywnie wpływający na pozycjonowanie.

Zlecenie tłumaczeń doświadczonej agencji, zrzeszającej zespół profesjonalnych native speakerów, z pewnością jest droższą opcją niż automatyczne translatory, ale z drugiej strony – stanowi gwarancję jakości i dobrych wyników pozycjonowania. Zamówione treści będą z pewnością unikalne i poprawne, napisane tzw. językiem korzyści i dostosowane do grupy docelowej. Co więcej, firma może otrzymać w jednym czasie duże pakiety treści w różnych językach, bez konieczności zatrudniania w swoim zespole nowych specjalistów czy też koordynacji pracy różnych podmiotów zewnętrznych, np.  freelancerów. W praktyce oznacza to więc oszczędność energii i czasu, a w biznesie – jak powszechnie wiadomo – czas to olbrzymia waluta i zasób, którego nie warto marnować. 

-->
facebook pinterest linkedin google+

Budowanie zaufania do marki za pomocą recenzji online: wprowadzenie do strategii zarządzania opiniami

W erze powszechnej cyfryzacji, gdzie większość transakcji i interakcji odbywa się w świecie online, zaufanie do marki staje się kluczowym elementem sukcesu przedsiębiorstw. Budowanie tego zaufania wymaga jednak znacznie więcej wysiłku niż tylko spełnienie obietnic dotyczących jakości produktów czy usług. 

Marketing opinii w branży HoReCa – jak zdobyć opinie o lokalu?

Branża HoReCa jest narażona na opinie z różnych stron: poczynając od przyznawanych gwiazdek w wizytówce Google Moja Firma, przez recenzje krytyków kulinarnych i vlogerów, po wyraz uznania (lub nie) tych najważniejszych, czyli gości. Podpowiadamy przepis na to, jak przynajmniej w pewnym stopniu kontrolować ten proces i skutecznie zbierać opinie w branży HoReCa!

Co zrobić, gdy konkurencja zmienia dane mojej wizytówki Google?

W tym artykule podpowiem Ci, jak skutecznie bronić swoich danych i co zrobić, gdy ktoś zacznie majstrować przy Twojej wizytówce!

Jak mierzyć skuteczność wizytówki Google?

Założyłeś wizytówkę w Google – co dalej? Sama obecność na mapach to dopiero połowa sukcesu. Jeśli zarządzasz sklepem internetowym, musisz wiedzieć, czy te pinezki realnie przekładają się na ruch i sprzedaż. 

Jak odzyskać wizytówkę Google?

W tym przewodniku przeprowadzę Cię przez oficjalną ścieżkę odzyskiwania uprawnień, korzystając z moich doświadczeń w pracy z ekosystemem Google. Pokażę Ci, jak sprawnie odzyskać dostęp do wizytówki Google, byś mógł znów w pełni kontrolować wizerunek swojej marki!

Jak nadać uprawnienia menadżera do wizytówki Google?

Zarządzanie obecnością firmy w sieci to zadanie, które rzadko spoczywa na barkach tylko jednej osoby. W miarę rozwoju biznesu lub rozpoczęcia współpracy z agencją marketingową, pojawia się konieczność współdzielenia dostępu do Profilu Firmy w Google (dawniej Google My Business). Przyznanie uprawnień menadżera pozwala na delegowanie zadań związanych z aktualizacją godzin otwarcia, publikacją wpisów czy odpowiadaniem na opinie klientów, bez konieczności udostępniania prywatnego hasła do głównego konta Google. Proces ten jest intuicyjny, o ile wiemy, gdzie szukać odpowiednich ustawień w dynamicznie zmieniającym się interfejsie wyszukiwarki.

Dlaczego moja firma nie pojawia się w Mapach Google?

Brak widoczności firmy w Mapach Google to sytuacja, która potrafi odebrać spokój niejednemu przedsiębiorcy. W momencie, gdy klienci szukają usług w swojej okolicy, brak pinezki z nazwą Twojego biznesu oznacza realną stratę szansy na sprzedaż. Choć systemy Google działają w sposób zautomatyzowany, powody, dla których profil staje się "niewidzialny", są zazwyczaj konkretne i możliwe do naprawienia. Zrozumienie, co wpływa na wyświetlanie się wizytówki, to pierwszy krok do odzyskania obecności w lokalnych wynikach wyszukiwania.

Porozmawiaj z nami, aby dowiedzieć się jak

Zaufane.pl poprawi Twoje wskaźniki marketingowe i sprzedażowe.

Umów spotkanie